Rząd przyjął założenia budżetu na rok 2018. Cytując komunikat Centrum Informacyjnego Rządu:
„…Poprawa sytuacji na rynku pracy sprzyjać będzie wzrostowi wynagrodzeń. Przewiduje się, że w 2017 r. nominalne tempo wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej wyniesie 4,8 proc. wobec 3,6 proc. wzrostu zanotowanego średnio w 2016 r. W 2018 r. przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej zwiększy się o 4,7 proc. Uwzględniając oczekiwany wzrost zatrudnienia, w latach 2017-2018 należy spodziewać się istotnego wsparcia dochodów gospodarstw domowych ze strony rynku pracy. (…) Rząd proponuje, aby minimalne wynagrodzenie za pracę w 2018 r. wynosiło 2080 zł. Oznacza to wzrost o 80 zł (4 proc.) w stosunku do 2017 r…”
Natomiast:
„(…) średnioroczny wskaźnik wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej wyniesie 100,0 proc. w ujęciu nominalnym (oznacza to, że wynagrodzenia w 2018 r. nie będą automatycznie waloryzowane jednym wskaźnikiem).
Z uwagi na konieczność przestrzegania tzw. stabilizującej reguły wydatkowej, unijnych reguł fiskalnych oraz zabezpieczenia środków na projektowane działania rządu (kontynuacja programu „Rodzina 500 plus”, dalsza modernizacja sił zbrojnych, obniżenie wieku emerytalnego) w 2018 r. planowane jest utrzymanie wynagrodzeń na poziomie 100 proc. 2017 r….”
Jakie z tego wnioski?
Po pierwsze: poprawa sytuacji na rynku pracy nie ma wpływu na wynagrodzenia w służbie cywilnej, co oznacza, że nie działa mechanizm zatrzymywania najlepszych w administracji. Reklamy, najwet najpiękniejsze (vide: spoty w internecie promujące nabór do KSAP nic tutaj nie pomogą). Trudno będzie przyciągać młodych, zdolnych i trudno będzie utrzymać doświadczonych.
Po drugie, z tej samej przyczyny: nie nastąpi wsparcie dochodów gospodarstw domowych członków korpusu służby cywilnej, ponieważ pracodawca – którym jest państwo – wynagrodzeń nie podniesie. W ten sposób z pięknej, zapowiadanej perspektywy „…poprawy na rynku pracy…” wyklucza się przeszło 100 tys. osób, a właściwie więcej, bo wraz z rodzinami.
Po trzecie, wzrost wynagrodzenia minimalnego znów – w ramach tego samego budżetu – wymusi znalezienie środków przewidzianych na wynagrodzenia dla osób, które nie osiągną wzrastającego z każdym rokiem minimalnego wynagrodzenia za pracę.
„…Określenie średniorocznego wskaźnika wzrostu wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej w wysokości 100,0 proc., nie wyklucza wzrostu wynagrodzeń indywidulanych w ramach planowanych środków na płace…”
To z kolei oznacza, że w ramach wciąż tego samego budżetu na wynagrodzenia możliwe są podwyżki indywidualne. Wiemy, że takie „indywidualne” podwyżki otrzymają w przyszłym roku np. pracownicy wojska. Jest to grupa zawodowa licząca ok. 43,5 tysiąca osób, więc rzeczywiście można taki wzrost wynagrodzeń nazwać indywidualnym.
Jednym zdaniem: Rząd Beaty SZYDŁO bez sentymentów zamraża wynagrodzenia w państwowej sferze budżetowej na kolejny – dziesiąty już – rok z rzędu.
Źródło: sluzbacywilna.info.pl